Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie

TEMAT: Rejs Zimowy - Karaiby

Rejs Zimowy - Karaiby 2011/03/03 21:38 #245

  • Janusz
  • Janusz Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 48
  • Otrzymane podziękowania: 1
  • Oklaski: 1
Jak przystało na dobrze zapowiadającą się załogę, spotykamy się na lotnisku Orly pod Paryżem.

Ja i Jano przyjechalismy samochodem, koledzy z Polski przylecieli dzień lub dwa dni wcześniej.
Nasz skiper to tubylec, który wszystko pięknie zorganizował.
Nasza przygoda powoli sie rozpoczyna.
Lot dłużył się ale cel uswięca środki. Po prawie dziewięciu godzinach lądujemy na miejscu, sprawnie przeładowujemy nasze ogromne bagaże do dwóch busików i odjezdrzamy do Le Marin.
Pogoda jak przeważnie na Martynice wyśmienita, szybko więc zmieniamy nasze zimowe ciuchy na letnie odzienie.
W porcie czeka na nas piękny katamaran "Orana 44", o nazwie KAYA - wydawalo by się, że to fajne imię dziewczyny, ale chyba jednak co innego miano na mysli...
Boba Marleya utwór KAYA, to jeden z moich ulubionych, dobrze więc że zabralem skladanke Marleya z Kayą - często była grana.

Po przeładowaniu zapasów, większość załogi poszła na zakupy, a nasz Skiper i Nawigator w tym czasie przejęli łódke.
Wieczór na pokładzie był bardzo rozrywkowy, trzeba było przecież odreagować po tylu przebytych kilometrach (7000 km!).

Rano ból glowy, który minął z szybkoscią spojrzenia za burte. Około dziesiątej wypływamy. To pierwszy kontakt z wodą i nieznaną KAYĄ.
Płyniemy wzdłuż wybrzeża w kierunku zatoki Petit Anse d`Arlet i tam spędzamy kolejną noc.

Rano kąpiel w cieplutkim morzu , znakomite śniadanie i bierzemy kierunek na St.Lucia.
Po drodze dają sie nam we znaki fale nadchodzące od strony Atlantyku, ale my Wilki Morskie niczego sie nie boimy.
Po południu wpływamy do przepięknego portu Marigot Bay. Witają nas tubylcy na łódkach, oferując pomoc przy cumowaniu do bojki.

Wszystko poszło sprawnie, jak przystało na doswiadczoną załogę; Skiper częstuje rumem, załoga nie odmawia, spędzamy wspaniały wieczór w pieknym otoczeniu.

Rano tankujemy wode, meldujemy się i wypływamy.
Pogoda nie-karaibska (pada) ale to żadna przeszkoda; płyniemy na poludnie, mijamy Petit Piton i Grand Piton. To niesamowity widok! Bierzemy kurs na St.Vincent.

Zatokę Wallilabou Bay osiągamy późnym popołudniem. Stoimy przywiązani do drzewa - taki tu zwyczaj. To zatoka piratów z filmu "Piraci z Karaibów": można oglądac pozostałości po kręceniu filmu, Johnny Deppa niestety nie spotkaliśmy.


Meldujemy się w prowizorycznym biurze i spotkalismy skipera prowadzącego polskie załogi od czterech lat.
Waldek Mieczkowski, bardzo sympatyczny, dał nam parę pożytecznych rad, między innymi, aby nie zamawiać Lobsterów z łódki!
Wprawdzie nie ze wszystkich jego rad skorzystaliśmy, ale to już inna historia.
Następny postój robimy w zatoce Ships Stern na wyspie Bequia.
Stoimy tam trzy godziny, po kąpieli płyniemy dalej. Port Elisabeth osiagamy o 16:00. Piekny port i zatoka. Stoimy przy bojce.

Noc spokojna, część załogi odsypia wczorajszy wypad. Wczesnym rankiem wypływamy w dalszą podróż, gdzieś około południa kotwiczymy w zatoce Saline Bay na wyspie Mayreau.

Zamawiamy z łódki Lopstery grilowane na plaży. Pózniej okazało sie że to porażką.

Wieczór rozpoczynamy wizytą u Denisa, gdzie za barem stoi Gośia T. - nasza rodaczka.

Niestety nie była za bardzo rozmowna, poszliśmy więc do innego, bardziej rozrywkowego lokalu. Nasi braciszkowie załapali się nawet na lokalną impreze urodzinową, co jednak przypłacili spaniem w gwieżdzistym hotelu.
Następny nasz przystanek to Tobago Cays, prawdziwy raj na ziemi. Wokół otacza nas ogromna rafa koralowa Horse Shoe Reef. Legendarne piękno Karaibów pokazuje się pełnym obliczem. Jesteśmy zachwyceni, stoimy na kotwicy.


Dzięki umiejętności naszego skipera i precyzji nawigatora, przepływamy wąskim przesmykiem przez Horse Shoe Reef i wypływamy w kierunku Mustique.

Na miejsce docieramy o zmierzchu. Tutaj każdy dzień jak i noc mają po 12 godzin, niezależnie od pory roku. Dlatego też o osiemnastej jest już ciemnawo. Cumujemy przy bojce.

Jako, że jesteśmy na prywatnej wyspie, żadnych handlarzy na łódkach nie widać.
Po obfitej kolacji mamy "wolne zajęcia w grupach", czyli każdy robi to, co chce.

Następnego dnia wybieramy się na wycieczkę po wyspie. Jest bardzo fajnie, widać zadbany teren, ale to nic dziwnego. Tutaj przecież można spotkać ludzi z Showbussinesu: Mick Jagger, David Bowie, Raquel Welch i wielu innych mają tu swoje "Domki". Jest też małe lotnisko, które szczególnie w oko wpadło naszemu skiperowi. Zostajemy jeszcze jedną noc bo... tak tu fajnie.



Nastepnym rankiem wypływamy na pełne morze – na otwarty Atlantyk.
Bierzemy kurs na Barbados, ale niestety, uciążliwe halsowanie zmusza nas do zmiany kursu i o północy cumujemy w zatoce Vieux Fort Bay,na wyspie St.Lucia.
Rankiem po wielkich przeprawach (w biurze lotniska i portu, jeżdżąc tam i z powrotem) udaje się nam wreszcie zameldować. Przy tej okazji zwiedziliśmy nieco okolice.



Po śniadaniu ruszamy na północ w kierunku Soufriere Bay. Anse des Pitons osiągamy wczesnym popołudniem. Podziwiamy wspaniały widok na dwie potężne góry wyrastające z wody.


Natychmiast znajdują się tubylcy na swoich łódkach; ten najbardziej zaradny miał od razu nasze flagi na swojej łódce. Oczywiście namówił nas na zwiedzanie wulkanu oraz wodospadu. Wulkan fajny ale wodospad taki sobie. Natomiast przejażczka jego motorówką była wyśmienita.


Następnego ranka kąpiel w Soufrire Bay i odpływamy.

Wieczorem wpływamy do portu Rodney Bay na północy wyspy. Jest to bardzo przyzwoity port z wszystkimi wygodami, przy tym stosunkowo tani. Załoga robi zakupy dla najbliższych a wieczorem mała imprezka.


Rano bezproblemowe wymeldowanie, tankowanie i ostatni dłuższy przelot na Martynike.

Wieczorem o zmierzchu zawijamy do naszego macierzystego portu Le Marin. Część załogi idzie "Na miasto" reszta zabawia się na pokładzie.
Rankiem ostatnie śniadanie i sprzątanie, zdanie katamaranu (bez usterek) no i pożegnanie z KAYA.Była wspaniała , dała nam wiele radości.


W knajpce mariny robimy podsumowanie rejsu, pijemy piwko i zaczynamy wspominać...

Wszyscy jesteśmy zachwyceni wspaniałym rejsem, kiedyś jeszcze tu wrócimy.
Tak, jak w piosence Boba Marleya „KAYA”:
Got to have kaya now...........
I feel so good in my neighbourhood,
So: here I come again!


Janusz
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jacek

Rejs Zimowy - Karaiby 2011/03/05 08:53 #924

  • Jacek
  • Jacek Avatar
  • Wylogowany
  • Administrator
  • Posty: 405
  • Oklaski: 1
W imieniu całej "Przygody" dziękuję za relację!

Od siebie dodam jeszcze, że zdjęcia Janusza w pełnej wielkości można podziwiać TUTAJ,

...a komplletny album zdjęć Mariusza można oglądać TUTAJ.

(Obydwa linki są umieszczone również na stronie głównej, po lewej stronie, w "Galeriach archiwalnych").

Pozdrawiam
Jacek
Nawigacja jest sztuką trafiania do celu...
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Moderatorzy: hunter, Mariusz, Janusz
 
Prawdziwa Przygoda by Marek and Jacek
Design by : Place your Website.